#przegrywOpisze wam tu przegrywa, który według mnie jest przegrywem z własnego wyboru.To nie wygląd ani wzrost zrobiły z niego nieudacznika ale unikanie wszelkiego wysiłku.Dawno temu w latach 80 kumplowaliśmy się w kilka osób z tego samego rocznika.Razem z nami był i Krzysiu. Niezbyt inteligentny a czasem nawet dziecinny.Lubił dużo gadać, mało robić a kiedy coś wymagało większego wysiłku słuchaliśmyjego narzekania aż do pożygu. W tych W czasach była moda na karate.Większość z nas chodziła na treningi więc on też chodził przez kilka miesięcy może rok. Potem skończył szkołę i popracował przez kilka miesięcy jako elektryk zanim dostał powołanie do wojska (wtedy służba trwała 2 lata).Po kilku miesiącach został wypuszczony z wojska (były z min jakieś problemy).Od tej pory Krzysiu miał już wyjebane nie wszystko. Nie wrócił do pracy isiedział w domu na utrzymaniu nadopiekuńczej matki. Jego motto: "on pracą nie będzie sobie zdrowia niszczył".Lata mijały a u niego wszystko bez zmian. Nie chciał słyszeć o pracy ani o jakimkolwiekwysiłku. Wspólne wyjście z nim gdziekolwiek kończyło się wysłuchiwaniem dziecinnej gadkiczy narzekania przy byle problemie czy wysiłku. Niezachęcające do kontaktów.Po jakimś czasie jego matka zmarła i został na utrzymaniu pracującej siostry.Obecnie siostra mieszka zagranicą i dalej go utrzymuje. Od jakiegoś czasuotrzymuje też pomoc z opieki społecznej. Od czasu kiedy wyszedł z wojska minęłojuż około 35 lat. Dom w którym mieszka jest nieremontowany od lat,niejedno się już zepsuło. Żeby coś naprawić trzeba się samemu wysilić albo zarobić i komuś zapłacić ale ... wiadomo wysiłek nie jest dla niego.Co dalej? Nie wiem. Szkoda mi jego siostry. Mając takiego pojeba na utrzymaniu pewnie będzie sięnim opiekowała do końca życia.

