Czy jestem ludzkim odpadem z psychiką zrytą przez #porno ?Krótki wstęp: Od zawsze chodziłem do szkół gdzie byli prawie sami faceci, w podstawówce na ponad 30 uczniów były 3 dziewczyny, w liceum jeszcze mniej bo jedną, potem na studiach w grupie całe dwie. Na podwórku też tylko kilka dziewczynek. Odkąd pamiętam kobiety postrzegałem jako obiekty seksualne, kategoryzowałem jest jako "do sexu", "tej bym nie tknął". Dzisiaj mam 40 lat i zdaje mi się, że tak samo na nie patrzę. Z kobietami raczej nie mam problemów, w życiu miałem partnerek sexualnych więcej niż palców na obu rękach, potrafię zbudować związek, ba nawet w mojej karierze zdążyłem się rozwieść (zdradziła mnie), obecnie jestem w 4 letnim kolejnym długim poważnym związku.Pornosy oglądałem odkąd pamiętam, czasami łapię się na tym, że wolę sobie zrobić lepiej sam niż pobawić się z moją partnerką.Czy to te pornole zatruły mi psychikę i już nie potrafię pracować z kobietami. Patrzę na nie tylko przez pryzmat sexu. Współpracujące z nimi grube odrzucam w przedbiegach, za to atrakcyjna choćby byłą głąbem ma "fory" i moja atencję. Z facetami nie mam takich przypadłości i bez problemu mogę współpracować z typowym Kenem jak i zapuszczonym misiem patrząc na nich przez pryzmat tego co sobą prezentują. Robię w korpo więc kobiet naprawdę jest dużo i czasami łapię się na fantazjach o tych różnych szarych myszkach (nie muszą wcale być sex bombami). Wracając do współpracownic swoje fantazje oczywiście trzymam na wodzy, raczej jestem nieśmiały więc nie inicjuje nie zaczepiam, ale cały czas łapię się na tym że patrzę na kobiety nie jak na ludzi , ale jak na obiekty sexualne. Przez moje fantazje unikam rozmów z kobietami (ogólnie nie tylko w pracy) nie prowadzę z nimi tak zwanych smal talków, ogólnie wymienię kilka zdań, uprzejmości i tyle. Często łapię się na tym, że interesuje mnie co mają do powiedzenia i patrzę na nie jak jednorazówki do wyruchania - bo do związku mam udaną partnerkę. Oczywiście fantazje nigdy się nie ziszczą bo aby ruchać musiał bym najpierw zakończyć związek bo mam mocny kręgosłup moralny i wiem jak boli zdrada. Chodzi tylko o fakt, że nie patrzę na kobiety jak na ludzi z historiami, z przemyśleniami i planami, po prostu zabieram im całą sferę psycho i zostaje tylko ciało do sami wiecie czego...Też tak macie?

