Cześć!Potrzebuję się wyżalić. Wyrzucić z sobie złość i frustrację. Jestem w długotrwałym związku ale bez małżeństwa. Czy to dobrze czy źle nie wiem. Ostatnio rozglądamy się za nieruchomością. Tylko mam olbrzymi problem z różową uparła się na dom. Ja też chciałem przez długi czas ale teraz ceny tak wystrzeliły iż rata to kosmos trzeba liczyć prawie całą moją pensję... Problem jest taki iż ja zarabiałbym na ratę + rachunki a ona ma okolice minimalnej czyli z jej pensji starczy to tylko na dojazdy do pracy i jedzenie ... Nie ma uprawnień do prowadzenia pojazdów a koszt domu która ma jakiś znośny transport publiczny(1 pociąg\autobus na godzinę) to często rata która będzie równa moim zarobkom a gdzie rachunki.... Ja jej nie chcę dzień w dzień wozić(lub podwozić do pociągu\autobusu) bo w którymś momencie to się źle skończy... Bo albo ja będę zły ,że ją worzę(inne godziny pracy i kompletnie inny kierunek) albo ona bo na mnie czeka... Kolejnym problemem jest iż musi przejść operacje po którym nie będzie mogła wrócić do pracy. A w trakcie naszego związku zdarzały jej się dłuższe przerwy od pracy... Ostatnio byliśmy oglądać mieszkanie 2 pokoje. Typowe malutkie mieszkanko. Napisałem jej iż wolałbym małe abym się nie musiał stresować czy stracę pracę czy zachoruję . Co usłyszałem od niej "Na pewno stać Cię na więcej". Ja nie chcę bo to za małe... Przed wystrzeleniem rat i cen chciałem kupić segment i na oprocentowaniu stałym. Mówiła nie bo to brzydkie. A ja głupi się nie postawiłem. Dzięki za przeczytanie tej wiadomości !

