Przy okazji tych świąt zdałem sobie sprawę jaka moja rodzina jest manipulacyjna i się ze mną nie liczy.W dużym skrócie - jestem z partnerką sześć lat, różnie między nami było ale zaczęliśmy być ze sobą mając po 20 lat i wspólnie dojrzewając, więc raczej spędzimy razem resztę życia, mimo że mogłoby się wydawać, że jesteśmy z dwóch różnych światów. I opiekujemy się dwoma kotami. Też już praktycznie od początku związku.Nigdy moich rodziców faktem kotów nie martwiłem, bo pochodzę z wiochy gdzie zwierzę ma być na polu - jasne, rozumiem.Co roku kombinowaliśmy więc w święta aby zapewnić im opiekę - albo kogoś znalezc, ewentualnie odwieźć do rodziców dziewczyny którzy koty lubią i fskt, że się nimi zajmujemy się podlega jakiejś dziwnej dyskusji.Troszeczkę zmanipulowany przez mamusie i siostrę, że czemu przyjeżdżam tylko na wigilię i w pierwszy dzień świąt jedziemy do dziewczyny(tak jakbysmy kurwa nie byli prawie 7 lat ze sobą i nie jeździli do siebie w święta) wpadłem na pomysł, że w sumie czemu tych kotów nie wziąć do domu? Są wychowane,umieją się załatwić a my zaoszczędzimy troszkę czasu z zostawieniem ich w domu dziewczyny, w dodatku jeden ciężko znosi podróże i musimy mu podać leki aby w miarę sprawnie odbyć podróż, a drugi jest chory i musi przyjmować leki dwa razy dziennie na problemy z pęcherzem.Pełen nadziei zadzwoniłem do mamy, że słuchaj, mogę być dłużej, wpadłem na taki pomysł. Cisza w słuchawce. No ale jak to koty po co. Przecież bratanek ma alergię i szwagier też.No ale mama nie wpuszczę ci ich do salonu tylko będą zamknięte w pokoju. Dzięki temu nie będziemy z różową kombinować, dłużej zostanę w pierwszy dzień świąt, nie mamy co z nimi zrobić! No to ok, ale niechętnie.Byłem zmartwiony, odezwałem się więc do siostry. od niej usłyszałem czy nie moge odwieźć różowej do jej babci prosto z kotami skoro to taki problem i przyjechać sam. Dla kontekstu to jakieś dwie godziny więcej drogi, pomijając fakt że poczułem, że tej różowej e domu nie chcą xdXD mówię, że tak to możemy co roku robić, różowej też niespecjalnie zależy żeby być u mnie ale robi to dla mnie, i byłem przekonany, że nie będzie to taki problem bo biorę za to odpowiedzialność, żeby nikt kurwa nie poczuł dyskomfortu związanego z zwierzętami w domu.Załamałem się strasznie, różowa też. Uznała, że na wigilię zostanie u siebie w domu rodzinnym w którym nikogo nie będzie bo czuje, że u nas jest niezbyt miłe widziana i jej się nie dziwię, bo też czułbym się niekomfortowo.Co więcej, usłyszałem od mamy jakieś dziwne teksty, że po co jadę do jej rodziny skoro oni często nas odwiedzają i robimy sobie wspólne wycieczki(ogólnie kontakt z "teściami"mamy dobry, lubią do nas przyjeżdżać i wzajemnie, troszkę młodsi wiekowo niż moi) a w domu jestem tak rzadko... A przez 7 lat odkąd mieszkam w innym mieście nie byli u mnie tu ani razu xD oficjalnie powodem tego jest praca i wcześniej opieka nad chora babcią, ale babcia już nie żyje i niestety powodem jest to, że mama kryje się z paleniem papierosów i przecież u mnie by nie wytrzymała bez palenia. Stąd chyba uznała, że lepiej nas nie odwiedzać, nie wiem.Przez te kilka lat kilka razy prawie dałem sobie wmówić, że to ze mną jest coś nie tak, że to z różową, przyjeżdżałem do domu tylko w momentach gdzie miałem wszystko dograne aby uniknąć pytań po co tak i czemu tak. Chciałem przyjechać z kotami raz, w wyjątkowej sytuacji, żeby spędzić z nimi trochę więcej czasu, bo są dla mnie ważne, i rodzice też są dla mnie ważni i myślałem, że to zrozumieją. Ale to ja zrozumiałem, że tak było zawsze i wpoili mi przez całe wychowanie myślenie "co sobie mama pomyśli", powtarzane jak mantra przez rodzeństwo. A co ja sobie pomyślę? To już nieistotne, bo miałem co żreć jak byłem mały więc nie powinienem narzekać.Długo by się więcej rozwodzić, chciałem się tylko wyżalić. Wesołych świąt :)#swieta

