Nie wiem już sama, co się ze mną dzieje. Mam chłopaka od 6 lat, ale mam rosnące z dnia na dzień wrażenie, że on zaraz ze mną zerwie albo trzyma mnie tylko po to, żeby móc mnie zapeklować, i nic dla niego nie znaczę (co ostatnio mi dosadnie pokazuje, np. olewaniem moich potrzeb, bo jak płaczę, to na pewno wymyślam, więc lepiej olać - nieważne, że ktoś z mojej rodziny umarł). Coraz bardziej dobija mnie praca, fakt, że nie ukończyłam studiów (jakbym była jakaś mega głupia a chodziło o pieniążki i covida), że zarabiam słabo w handlu mimo tytułu technika, ale nie mogę znaleźć pracy w zawodzie. Nie potrafię już cieszyć się żadnym hobby ani nawet dobrym jedzeniem. Nawet w łóżku nie potrafię dojść ani sama, ani z niebieskim. Nie chcę się zabijać, ale nie chcę tak żyć, życiem bez celu. Czuję się, jakbym była pusta, a wszystko straciło sens. Byłam u psychologa, ale mam wrażenie, że to jakieś pieprzenie i nic mi nie dało. Najgorsze, że trwa to tak od 8 lat, zawsze radziłam sobie jakimś nowym hobby, nowymi znajomymi, jakimiś aktywnościami, ale teraz jestem stara i ciężko mi o znajomych albo nowe hobby. Mam wrażenie, że to osiągnęło szczyt, nigdy nie czułam się tak źle, a ciągle czuję, że będzie tylko gorzej. Poprawi mi się jeszcze kiedyś? #itsover

