macie wsod swoich znajomych/przyjaciol osoby na ktore bezgranicznie mozecie liczyc? wg mnie w dizsiejszych czasach to rzadkosc, nawet wsrod najblizszej rodziny nie mowiac juz o znajomych (czy to z pracy/szkoly/studiów). Mówię tu o sytuacjach gdzie wali wam się świat, jest naprawdę źle i potrzebujecie pomocy. Dawniej to było cos normalnego, ludzie sobie wzajemnie pomagali - no bo na kogo mogli liczyc? Teraz wydaje mi się że każdy goni za własnym szczesciem, wszystko jest ok dopóki jest dobrze, kontakty towarzyskie, spotkania czy ploteczki. Jak jest kryzys - od razu widać jak ci ludzie sie zmywają. O ile nie dajemy nic od siebie - jest to zrozumiale, ale gdy sami jesteśmy "do rany przyłóz" i pomagamy znajomym gdy to ich spotyka cos zlego, to brak odwzajemnienia takiej pomocy jest bardzo przykry. Weryfikuje tez te prawdziwe przyjaźnie. ten mój wysryw z rana mozna by pominąć i olać bo nawet coś takiego jak pozyczenie wiertarki od sasiada, nie mówiąc już w jakiejś małej pomocy w remocie to już można miedzy bajki włożyć. sa tez ludzie którzy żerują na takiej pomocy, mają talent do otaczania sie dobrymi ludźmi, i z byle pierdola od razu walą do nich, nie dajac nic w zamian - znam takich wielu. taka mala rozkminka, dajcie znac jak to w waszym otoczeniu wyglada - a moze to ja jestem tylko w takim srodowisku patologicznym? #rozkminka

