Chłop ma wolny cały wrzesień i szuka pomysłu na urlop, zarabia godnie, ale znajomych brak, a nawiązywanie kontaktów nie działa u niego.Jedyny ratunek to "agresywne zwiedzanie" - cały dzień na nogach, zero przestoju, żeby mózg nie miał czasu na pierdoły typu "po co on to robi" albo "czemu sam".Maksymalnie 2-3 dni na jedno miasto, aby uciec przed myślami.Macie jakieś pomysły gdzie mógby ruszyć w tym roku?Najlepiej w Europie, bo logistyka prosta, a angielski zna, samochodu nie ma, w grę wchodzą samoloty, pociagi i flixbus.W poprzednich latach chłop zaliczył Antwerpie, Brukselę,…