Cześć Mirki i Mirabelki,piszę z prośbą o radę. Szczegółowo opiszę całą sprawę bo jest dość skomplikowana.1. TLDR - Mój bratanek wychowuje się w patologii (moim zdaniem skrajnej). Jak go uratować?2. Kilka lat temu do mojego brata odezwała się dziewczyna w której się kiedyś podkochiwał. Sprzedały z matką mieszkanie w Bydgoszczy i kupiły za to 100 km dalej gospodarstwo. Mój brat zaczął jeździć ją tam odwiedzać. Po kilku miesiącach powiedział, że się żeni bo spodziewają się dziecka.3. Jeszcze przed ich ślubem usłyszeliśmy z mężem że zepsuła im się lodówka. W piwnicy trzymaliśmy starą, która była sprawna. Gdy ją zawieźliśmy to byliśmy w szoku gdy zobaczyliśmy dom. Rozlatująca się maleńka chałupa. Zdaniem mojego męża nadająca się tylko do wyburzenia. 2 pokoje + kuchnia + łazienka. Zrobiłam błąd i poszłam siusiu. Tego już nie odzobaczę. Brud, odchody, jakieś wiadra z brudną wodą. Mąż podłączył lodówkę. Grzecznie powiedziałam że musimy już jechać (bo bardzo chciało mi się siusiu i chciałam szybko znaleźć jakąś stację benzynową żeby to zrobić). Było mi bardzo wstyd przed mężem. Zszokowana tą ruiną nawet nie zauważyłam że przyszła żona mojego męża paliła sobie peta za petem będąc w ciąży, na co zwrócił uwagę mi mój mąż.2. Po kilku tygodniach się pobrali. Zaprosili tylko mnie z mężem, moją siostrę, mamę i chrzestnych brata na tort i kawę. Daliśmy im z mężem aż 5 tys. co było dla nas bardzo dużym wydatkiem ale myśleliśmy że może za to np. wyremontują sobie jakoś tą straszną łazienkę.3. Mój brat miał pracę w Bydgoszczy, w tygodniu dalej mieszkał u naszej mamy, a w weekendy jeździł do ciężarnej żony (i jej matki) które siedziały w tym strasznym domu. Gdy urodziło się dziecko ona ściągnęła męża do siebie i przekonała, że powinien "ciągnąć elkę" i z nimi tam siedzieć. W tym czasie kupiliśmy im z mężem kilka podstawowych mebli, których nie mieli. Chcieliśmy pomóc. Brat szybko jednak stracił pracę (elki) i nie mieli kasy. Kilka razy daliśmy im "na rachunki i pieluchy", gdy o to prosili. Wkurzało mnie to że siedzą na bezrobociu, a my finansujemy ich nędzny żywot. Dlatego za którymś razem im odmówiłam (ale naiwnie robiłam im wtedy duże zakupy w necie żeby mieli co jeść). W między czasie zmarła jej matka (chyba na sepsę, od jakiegoś skaleczenia wdała jej się infekcja przez ten syf). Daliśmy im wtedy pieniądze na pogrzeb. Po którejś z kolejnych próśb o kasę powiedziałam bratu, że skoro nie ma u nich pracy to musi pojechać za granicę. Że ludzie tak robią - pracują w Niemczech, raz na jakiś czas przyjeżdżają do domu tymi busikami i żyją. Pomysł spodobał się bratu ale bardzo nie spodobał się jego żonie. Wkurzyłam się i pojechałam do nich z moją mamą. Umówiliśmy się na strategię dobrego i złego gliny. Wygarnęłam im wtedy że żyją w strasznych warunkach, bez pracy i że szkodzą tak dziecku. Hamulcowym była bratowa, która jednak nie umiała odpowiedzieć na pytania z czego będą się utrzymywać i w końcu się zgodziła. Obiecałam że dam kasę na wyjazd i że mi kiedyś oddadzą jak się odkują i że jej zrobię ogromne zakupy tak żeby mogła poczekać do pierwszej wypłaty brata. Zgodziła się, ale gdy brat szybko znalazł odpowiednią ofertę i umówił się na wyjazd to ta zmieniła zdanie. Brat nie wiedział co robić, generalnie sugerował że jego żona jest pierdolnięta skoro się nie godzi. Dowiedziałam sie również że go tam regularnie wyrzuca z JEJ domu. Doradziłam mu żeby jej nie słuchał i pojechał. Pojechaliśmy tam po niego, zrobiliśmy te wielkie zakupy na miesiąc. On pojechał do tej pracy, z której wrócił jednak po miesiącu bo dostał pozew rozwodowy. Zamieszkał znowu u mamusi w Bydgoszczy i poszedł tam do pracy.4. Podczas rozprawy rozwodowej jego żona starała się przedstawić sytuację tak, że rozwiódł się przeze mnie i moją mamę, bo wtrącałyśmy się w ich związek. Była wyjątkowo bezwzględna - np. zeznała, że gdy pojechałam po brata (jak jechał do pracy) to zdemolowałam jej dom. Prawda jest taka, że panował tam niewyobrażalny bałagan. Ja jednak zostawiłam jedynie wielkie zakupy, niczego oczywiście nie demolowałam. Była wyjątkowo bezczelna, bo przecież dostała ode mnie i mojego męża masę pomocy. Sąd oczywiście nie dał jej wiary. Przyłapał ją również na wielu obiektywnych kłamstwach. Chciała o orzekaniu o winie mojego brata, ale biegli zeznawali że rozwód był jej winą. Brat nie chciał jednak komplikować relacji z matką swojego syna i zgodził się na rozwód bez orzekania o winie.5. Również zeznawałam na rozprawie. Przewinęłam wszystko co wyżej i powiem szczerze że ją wtedy znienawidziłam za to, że próbowała zrobić ze mnie przed sądem potwora (w zamian za ogromną pomoc!). Zobaczyłam że jest zdolna do największych kłamstw. Uznałam że jest w związku z tym niebezpieczna. Zerwałam z nią kontakty i całkowicie się od tego odcięłam. W związku z tym nie odwiedzałam również bratanka. W sumie to się bałam, co jej strzeli do głowy. Uważam, że byłaby np. zdolna do tego żeby uderzyć głową o ścianę i zadzwonić na policję że ją pobiłam. Albo powiedzieć, że mój mąż ją zgwałcił. Trzymałam się od tego z daleka.6. Jakiś czas temu brat poprosił mnie o pomoc. Jego była żona zawnioskowała o podwyższenie (podwojenie) alimentów, ten się zgodził. Przyszło postanowienie a zaraz po nim pismo że ona chce jednak więcej, bo nie sądziła że zarabia więcej niż minimalna krajowa xD Poszedł do prawniczki - ta wysmarowała pisemko podważające podstawy jej roszczeń. W odpowiedzi dostał długi, skrajnie kłamliwy elaborat na temat tego jaki to on nie jest zły. Poprosił mnie żebym pomogła mu opisać wszystko. I w ten oto sposób znowu zatopiłam się w tym uniwersum. I się przeraziłam. Sąd oddalił jej wniosek i sprawa podwyższania alimentów jest już zamknięta. 7. Co tam się dzieje? Była żona mojego brata szybko wyszła ponownie za mąż. Ma o rok młodszego syna a niedawno urodziło jej się trzecie dziecko. Siedzą na chronicznym bezrobociu. Żyją z pińcetplusów, tego co da im opieka społeczna i z alimentów od mojego brata. Jej mąż od czasu do czasu dorabia na czarno u jakichś okolicznych rolników. Niby nic mi do tego, ale problem polega na tym, że podczas sprawy o alimenty okazało się, że jej syn, który właśnie poszedł do 1 klasy jest bardzo mocno zaburzony. Sama przyniosła papiery na to, bo w ten sposób starała się udowodnić że chodzi z nim na liczne płatne terapie (co jest oczywiście bzdurą i na to żadnego dowodu nie przedstawiła). Mimo, że twierdziła że te opinie psychologiczne to efekt jej inicjatywy z korespondencji z moim bratem wynika że była z synem kierowana do poradni z przedszkoli, do których go zapisywała i z których ten był wyrzucany (3 albo 4 takie przypadki) i kierowany do poradni. Pracuję w przedszkolu i wiem jak to wygląda. Niestety po dzieciach bardzo mocno widać, gdy coś złego dzieje się w domu. Nikt nie ma ochoty zgłaszać takich spraw opiece społecznej, tylko jest odcinanie się od problemu i wyrzucanie dzieci rozwalających grupę. Tak to w praktyce działa. Oczywiście dom jest jeszcze większą ruiną niż był. Mój brat ma wielokrotnie odmawiane kontakty (bo tak) i nic z tym nie robi. Myślę, że może być tam również spory problem z alkoholem (a może również dragami? już pierwszy raz jak zobaczyłam moją bratową to zwróciłam uwagę na jej straszne zęby. Myślę, że takie rzeczy nie biorą się po prostu od ich nie mycia) o którym brat mi nie mówi. Nie mówi prawdopodobnie dlatego, że po rozwodzie sam zaczął pić i z tego co wiem od mamy pije właściwie codziennie czyli jest alkoholikiem a mimo to wypiera ten problem.Jak ja to widzę? Pisząc pismo dla brata dowiedziałam się, że 2 lata temu o mały włos nie zabrali jej dziecka. Pisała mu o tym w nocy na facebooku prawdopodobnie po pijaku, bo niewiele można zrozumieć z tego co opisywała. A mój brat w to nie wnikał... W każdym razie uważam, że prędzej czy później odbiorą jej dzieci. I co wtedy? Nie wyobrażam sobie spać spokojnie gdyby mój bratanek miał być w jakimś sierocińcu. Problem w tym, że już dziś są z nim ogromne problemy. Moim zdaniem za 4-5 lat będzie już całkowicie zdemoralizowanym patusem. Gdyby miał wtedy zamieszkać z moją mamą albo z moją rodziną (w kompetencje wychowawcze mojego brata średnio wierzę, nawet gdybym go zmusiła żeby się zaszył i przestał pić) to jest ogromne ryzyko, że będzie bił, uciekał z domu, kradł, pił, brał, no wszystko co najgorsze. Może być i będzie tylko gorzej. Myślę, że dziś jest ostatni moment żeby wyciągnąć tego malca z tego syfu i go uratować. Chociaż na pewno będzie wymagało to wielkiej pracy.8. Jak to ugryźć? Czy mogę to zrobić jakoś inaczej niż kierując do sądu wniosek o ograniczenie praw rodzicielskich matki? Wolałabym w to nie mieszać się formalnie, bo wiem, że stanę się wtedy ofiarą ataków odwetowych. Myślę, że mogę się spodziewać, że napisze analogiczny wniosek by odebrali mi dzieci i napisze tam najprzeróżniejsze kłamstwa. Oczywiście jesteśmy absolutnie normalną rodziną. Jesteśmy po studiach, nie pijemy, nie bierzemy narkotyków, mamy fajne prace, dwójkę grzecznych dzieci ze świetnymi ocenami, ładny dom, nigdy nie mieliśmy żadnej styczności z policją, opieką społeczną itp. Mimo to nie mam ochoty, bym za karę za to że chcę uratować bratanka, musiała bujać się po jakichś instytucjach, poddawać się jakimś kontrolom i udowadniać, że nie jestem wielbłądem. Ona będzie walczyła jak lwica, bo bez alimentów i jednego pińcetplus już się całkowicie nie zepnie jej "budżet". Co więcej przecież gdyby mieli jej odebrać jedno dziecko, to zaraz odbiorą jej dwa pozostałe (które przecież również cierpią, są wychowywane na patusów i które należy również ratować). Jeżeli nie ma innej opcji to oczywiście jakoś to przeżyję. Wolałabym jednak w jakiś sposób wpłynąć na lokalną pomoc społeczną, która od lat akceptuje to co dzieje się w domu mojej dawnej bratowej. Jaki zmusić ich kolanem do tego żeby rodziną zainteresował się kurator sądowy? A może uważacie, że nie ma co wchodzić w ten syf i pójść dalej "spać", tak jak zrobiłam po rozwodzie brata (i co sobie dzisiaj wyrzucam)?#trudnesprawy #kiciochpyta

