Wyobraź sobie najlepszą imprezę życia. Bawiłeś się świetnie, wszyscy dookoła o tym opowiadają i jesteś jednym z głównych bohaterów wydarzenia. Problem w tym, że zrobiłeś sobie srogi beforek i za cholerę nic nie pamiętasz z tej imprezy, ani jej początku, ani środka, ani końca. Obudziłeś się po prostu następnego dnia w łóżku z bólem głowy i zerową świadomością co się w ogóle wydarzyło. Więc byłeś na tej imprezie czy nie? Skoro jej nawet nie pamiętasz?Taka analogia mi się nasuwa wobec ludzkiego życia, które jeśli wygląda po śmierci tak jak przed narodzinami, to w ogóle nie wygląda. Jakbyś tego życia nie przeżył nie ma to sensu, bo nic ci z tego nie zostanie. Chwilowe przyjemności nie zmienią faktu, że tak na prawdę nie ma różnicy czy przeżyjesz 100 lat, czy 10, czy będziesz żył szczęśliwie czy nieszczęśliwie. Nie zostaną ci z tego żadne wspomnienia, nic, pustka. Byłeś i cię nie ma, równie dobrze w ogóle nigdy mogło nie być. Nawet nie będziesz wiedział, że w ogóle byłeś. Po co więc się starać? #kiciochpyta

