Kiedyś zastanawiałem się, ile w #Rzeszow będzie paszportów amerykańskich dla dzieciaków rodzących się w szpitalach - doszedłem do wniosku że pewnie niewiele, bo Charlotte czy inna Amanda czeka pod Detroit, więc do bramy i się nie znamy. Będąc w Candela czy na bulwarach widziałem jednak, że amerykański paszport nie śmierdzi - a na pewno pachnie lepiej niż polski. Nie spodziewałem się jednak, że moja barberka będzie wyprzedawać cały majątek, bo poznała na fotelu żołnierza któremu kończy się kontrakt - w międzyczasie zdążyli się już nawet zaręczyć, po kilku miesiącach XD W sumie wiedziałem, że to imprezowa laseczka, ale tego się nie spodziewałem.a jak u Was w rodzinach / wśród znajomych? Widać już naleciałość amerykańskich bolców i się jakieś związki potworzyły, czy raczej maksymalnie niezobowiązujące przygody bez dłuższych historii?

