Powróciła mi do głowy pierwsza prawdziwa miłość z czasów szkolnych (mieliśmy 14-15 lat) powiedzmy miłość od pierwszego wejrzenia. Nie było zbliżeń, nie było chodzenia za ręce, a nawet spotkań (widzieliśmy się przez rok kilka razy). Ona nigdy nie pozwoliła sobie na związek z osobą która podoba się jej koleżance (czego nie odwzajemniałem była całkowicie w nie moim typie i nie chodzi tylko o wygląd) ja nie potrafiłem się przełamać i zaangażować bardziej, a w efekcie nie daliśmy sobie nigdy szansy czego chyba w głębi duszy żałuję, bo może nie byłoby tego postu. Zawsze coś nie pasowało nam w spotkaniu się ze sobą, zawsze coś przeszkadzało. Nadal wydaje mi się że mimo wad, które oboje mieliśmy jako 'szczeniaki' jesteśmy sobie jakby pisani. Pamiętam wszystkie nasze wieczorne rozmowy, smsy, gg, kilka naszych spacerów no dosłownie wszystko. Po zobaczeniu jej zdjęcia na fb wracają wszystkie wspomnienia. Ostatni raz rozmawialiśmy w 2017-2018 roku. Z tego co wiem mieszkamy teraz w tym samym mieście, ale nie mamy żadnego kontaktu. Boję się że kiedyś spotkam ją na ulicy i zegną mi się kolana i nie będę mógł nic z siebie wydusić.Minęło jakoś 12 lat, a ja czuję jakbym tęsknił i nie wiem co ze sobą zrobić. Czy powinienem zaprosić gdzieś na kawę i obgadać całą sytuację z niedoszłą byłą żeby "zamknąć" rozdział i żyć dalej?

